Bardzo cię kocha…

 Bardzo ją kochał i chciał by została jego żoną. Mógł to osiągnąć bez większego wysiłku. Był przecież synem króla, a ona córką jednego z poddanych. Wystarczyło powiedzieć tylko słowo, a nikt nie ośmieliłby się sprzeciwić. Wyprawiono by huczne wesele. A potem byłaby mu wierną i posłuszną, oddając cześć i spełniając każde jego życzenie. Lecz nie tego pragnął. Marzył, że ona również kiedyś go pokocha i będzie z nim – nie dla jego władzy i bogactwa. Wierzył, że potrafi ją zmienić, że z tej rozkapryszonej, złośliwej i zapatrzonej tylko w siebie dziewczyny może stać się mądrą, dobrą i wrażliwą kobietą. Dlatego właśnie wbrew przestrogom, a nawet protestom rodziców opuścił dom i postawił wszystko na jedną kartę. Nierozpoznany przez nikogo został pomocnikiem ogrodnika w posiadłości jej rodziców. Wiele wycierpiał przez lata służby, zwłaszcza z powodu dziewczyny, która szydziła z niego i poniżała, wymyślając najrozmaitsze prace. Często padał ze zmęczenia, chorował. Czasem płakał – jak wtedy, gdy chciał ofiarować przepiękny kwiat, z takim trudem wyhodowany tylko dla niej, a ona wytrąciła mu go z ręki i podeptała. Przeszedł tyle, ile tylko miłość potrafi wytrzymać. Lecz jego wysiłek nie był daremny. Powoli, bardzo powoli dobro, które zasiewał przestało być dziewczynie obojętne i zaczęło kiełkować w jej sercu. Dzięki niemu potrafiła dostrzec co naprawdę jest piękne i wartościowe, potrafiła zrozumieć na czym polega prawdziwa miłość. A potem, jak to w bajkach bywa, pobrali się, zamieszkali na królewskim zamku i żyli długo i szczęśliwie.

     To tylko bajka, powiesz – i będziesz miał rację, lecz pomyśl, czy podobna historia nie dzieje się na twoich oczach?
Bardzo cię kocha i chce byś żył dla Niego. Mógł to osiągnąć bez większego wysiłku. Jest przecież Królem Wszechświata, Panem całego stworzenia. Przed Jego majestatem drżą Aniołowie. Niebiosa i Moce są Mu posłuszne i cześć Mu oddają. Wystarczyło ukazać maleńką cząstkę swej potęgi abyś w prochu i pyle czołgał się u Jego stóp widząc własną marność. Byłbyś mu wierny i posłuszny, oddając cześć i spełniając każde Jego życzenie. Lecz nie tego pragnął. Nie chciał być Królem za okruchy rozmnożonych chlebów i ryb, za parę cudów, uzdrowień, za kilka spełnionych próśb. Chciał abyś Go pokochał i był z Nim – nie dla Jego władzy i bogactwa. Wierzył, że potrafi cię zmienić, że rozkapryszony, złośliwy i zapatrzony tylko w siebie – staniesz się kiedyś mądrym, dobrym i wrażliwym człowiekiem. Dlatego właśnie postawił wszystko na jedną kartę i stał się jednym z nas, oddał się w nasze ręce. Nierozpoznany przez ludzi, poniżony, wzgardzony, ukrzyżowany. Przeszedł tyle, ile tylko miłość potrafi wytrzymać. Mimo to nie zrezygnował. I dzisiaj także jest wśród nas. Za chwilę będę trzymał Go w dłoniach, pod kruchą i niepozorną postacią chleba. Za chwilę wielu Go przyjmie w Komunii Św. Jest wśród nas w drugim człowieku – głodny i spragniony, nagi, więziony i chory. Jest stary, opuszczony, wyśmiany. Tak często Go spotykasz – w domu, w pracy, na ulicy. On – Król, staje przed tobą każdego dnia, przebrany w łachmany jak pomocnik ogrodnika, z przepięknym kwiatem miłości, dobra, zbawienia. Z tym kwiatem, który tak łatwo możesz wytrącić Mu z ręki, podeptać, zniszczyć. Lecz pamiętaj, życie nie jest bajką i nie zawsze musi mieć szczęśliwe zakończenie. Nastanie bowiem taka chwila, kiedy ten cichy, pokorny Bóg przyjdzie w swej chwale i wszyscy Aniołowie z Nim. Zasiądzie na swym tronie oddzielając jednych od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. I pójdą jedni na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego. Obyś wtedy znalazł się w gronie tych, którzy usłyszą słowa: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźmijcie w posiadanie królestwo przygotowane wam od założenia świata.”
Kazanie oparte na opowiadaniu znalezionym u ks. Malińskiego