Sen…

sen

Pewna kobieta śniła, że weszła do nowiutkiego sklepu na rynku i ku swojemu zdziwieniu zobaczyła Boga za ladą.
Zapytała:
– Co tu sprzedajesz?
– Wszystko, co tylko zechcesz – powiedział Bóg.
Kobieta chwilę pomyślała i postanowiła prosić o najlepsze rzeczy, o których człowiek może tylko marzyć:
– Chcę miłości i szczęścia, mądrości i wolności od lęku.
Patrząc na uśmiechniętą twarz Boga, ośmielona dodała:
– Nie tylko dla siebie, dla każdego na ziemi.
Bóg uśmiechnął się szerzej i poszedł na zaplecze. Wrócił po chwili i położył na ladzie malutki pakuneczek. Widząc zdziwione spojrzenie kobiety, powiedział:
– Nie sprzedaję tu owoców, tylko nasiona.

Autor: nieznany