Zaufać…

Zaufać to powierzyć komuś jakąś sprawę, na której ci zależy, albo powierzyć mu siebie; to zawsze oznacza ryzyko.
To także rozpoznać w drugiej osobie jakby twoje drugie „ja”, podnieść ją do twojego poziomu, zwłaszcza jeżeli znasz jej ułomności. To uczynić ją kimś równym tobie, partnerem, „przedłużeniem” twej ręki, oczu, a przede wszystkim twego serca.
Zaufanie jest najcenniejszym skarbem przyjaźni. Jest ono jej owocem, ale zarazem stanowi jej sedno.

Może ono zaistnieć, kiedy pozwalają na to okoliczności i kiedy nie ma miejsca na wątpliwości. Lecz zaufanie jest darem, jest dobrowolnym aktem, na który powinieneś się zdecydować również wtedy, gdy pojawi się wątpliwość. Prawie zawsze będzie jakaś strefa cienia; jeśli nadal chcesz kochać, musisz być gotowy przyjąć wszelkie tego konsekwencje.
Nawet jeśli okaże się to porażką, zawsze możesz być dumny, że okazałeś zaufanie. Już w samym akcie zaufania tkwi zwycięstwo – za każdym razem jest to czyn bohaterski. Dlatego efekt jest właściwie nieważny.

Twój sukces będzie również sukcesem osoby, której zaufałeś. Przez to, że pozwoliłeś jej się wyprzedzić, wykazać się przed tobą, zdołała ona nie zawieść twego zaufania, ale także i siebie – że umie przeżywać coś nowego i ofiarować siebie w dziedzinie, w której nie czuła się jeszcze zbyt pewnie.

Zaufanie – tak jak miłość – nie stawia warunków. Trzeba je okazywać zawsze. Przyczynia się ono do twojego własnego wzrastania i do wzrastania drugiej osoby, bez względu na efekt.