Niosę krzyż…

Niosę krzyż
niespełnionych nadziei
nieudanego życia
chorego serca czy wątroby
domu, gdzie w kącie czyha złość
dni podobnych do siebie jak krople wody
i chciałbym to rzucić od zaraz,
pozbyć się tego uwierającego balastu,
chciałbym zacząć od nowa.

Poznaję nowego człowieka. Interesujący. Może z nim udałoby się życie.
Buduję szczęście w szklanej kuli egocentryzmu.
Mam plany.
Mam możliwości.
Mam przemyślenia.

Brak tylko argumentów przed samym sobą na nowy rozdział życia.

Dlaczego Ty nie rzuciłeś swego krzyża na drodze, Chryste.
Dlaczego nie zepchnąłeś go do rowu i nie uciekłeś.
Przecież mogłeś…

Teraz miałbym wytłumaczenie, by porzucić własny.