Ciszą cmentarną ukołysani
z dala od życia i znoju,
dobiwszy wreszcie cichej przystani,
odpoczywają w pokoju.
Nad nimi drzewa szumią cichutko,
sypiąc pożółkłe liście,
wielu z nich może żyło zbyt krótko,
krócej niż zwykle trwa życie.
Na grobach wieńce, na grobach kwiaty,
wśród nich płomyki lśniące
– dowód pamięci tym, co w zaświaty
odeszli w wiecznej rozłące.
Dzisiaj ożywa ból przypomnienia
widny w zadumie na twarzach,
w myślach się jawi postać z imienia,
wstaje z przeszłości cmentarza.
Ileż to mogił po świecie całym
w jesiennych mgłach spowitych,
ileż tam ludzi legło wspaniałych,
co wspięli się na szczyty.
Życiowej sławy i powodzenia
jedna ich dola na końcu.
Wszystkich jednako przykrywa ziemia,
każdemu świeca płonąca.
Świeci na grobie przez tę godzinę,
by znów na długo zagasnąć.
A na cmentarze na powrót spłynie
cisza i spokój, i ciemność.
Autor: Elżbieta Daniszewska